Chmura jak mieszkanie: dostęp tylko za nakazem

Dostęp organów do plików w chmurze wyłącznie na podstawie nakazu przeszukania — taką zasadę stawia stanowisko Razem ws. cyfryzacji, bo kopiowanie dokumentów do chmury nie może osłabiać prawa do prywatności. Dziś te same skany i zdjęcia, które w szufladzie chroni procedura z kodeksu postępowania karnego, bywają dostępne u usługodawcy na słabszych zasadach.

Rzędy szaf serwerowych z okablowaniem w centrum danych.

Telefon robi to sam: zdjęcia z wakacji, skany umów, kopie dowodów i notatki lądują w chmurze usługodawcy, zanim właściciel zdąży o tym pomyśleć. Partia Razem w stanowisku ws. cyfryzacji z 2018 roku stawia w tej sprawie zasadę prostą do zapamiętania: skoro przeszukanie mieszkania wymaga podstaw i procedury, ten sam standard ma chronić pliki na osobistych urządzeniach i w chmurze — „Kopiowanie dokumentów i zdjęć do chmury nie może skutkować osłabieniem prawa do prywatności" (stanowisko ws. cyfryzacji, 2018). Fizycznie te pliki leżą bowiem na serwerze firmy, prawnie — w strefie mniej oczywistej niż szuflada biurka, bo o dostęp do nich organy mogą zabiegać u operatora usługi, z pominięciem procedur pomyślanych dla przeszukania czyjegoś domu.

Domyślne miejsce na dokumenty życia

Skala zjawiska rośnie od dekady. Według Eurostatu z przestrzeni dyskowej w internecie do zapisywania dokumentów, zdjęć, muzyki i innych plików korzystało w 2020 roku — ostatnim, dla którego wskaźnik badano — 24,3 procent Polaków w wieku 16–74 lat, trzykrotnie więcej niż w 2014 roku; średnia unijna sięgnęła 35,3 procent (Eurostat, isoc_cicci_use). Infrastrukturalne tło tego wzrostu dokumentuje GUS: dostęp do internetu miało w 2024 roku 95,9 procent polskich gospodarstw domowych, a 61 procent osób załatwiało przez sieć sprawy urzędowe (GUS, „Społeczeństwo informacyjne w Polsce w 2024 r.”). Chmura przestała być narzędziem entuzjastów: przechowuje korespondencję z urzędami, dokumentację medyczną i archiwa rodzinne — dokładnie ten rodzaj rzeczy, które kiedyś trzymało się w domu.

Państwo zresztą samo przesuwa dokumenty obywateli do sieci: 26,2 procent Polaków korzystało w 2024 roku z dostępu do informacji osobistych przechowywanych przez jednostki administracji publicznej, a 29,1 procent odbierało urzędową korespondencję na konto w serwisie lub aplikacji administracji (GUS, 2024). Trudno wymagać od obywatela zaufania do cyfrowego państwa i cyfrowych usług, jeżeli cena za wygodę ma być płacona obniżonym standardem ochrony prywatności.

Bezpieczniki przeszukania kończą się przed serwerownią

Przeszukanie pomieszczeń reguluje rozdział 25 kodeksu postępowania karnego („Zatrzymanie rzeczy. Przeszukanie"): wolno go dokonać w celu wykrycia, zatrzymania albo znalezienia rzeczy mogących stanowić dowód, i tylko wtedy, gdy istnieją uzasadnione podstawy do przypuszczenia, że osoba lub rzeczy tam się znajdują (Kodeks postępowania karnego, Dz.U. 1997 poz. 555). Procedura przewiduje udział zainteresowanego, protokół, możliwość zaskarżenia — zestaw bezpieczników wypracowanych przez dziesięciolecia właśnie dlatego, że wejście władzy w prywatną przestrzeń uznano za ingerencję wymagającą ram.

Pliki w chmurze wypadają z tej logiki w praktyce z dwóch powodów. Po pierwsze, znajdują się we władaniu usługodawcy, więc organ może kierować żądania do firmy, a właściciel danych bywa ostatnią osobą, która się o tym dowiaduje. Po drugie, granica między „danymi telekomunikacyjnymi", po które służby sięgają masowo i bez uprzedniej sądowej zgody — 1 825 683 razy w samym 2023 roku (Fundacja Panoptykon) — a treścią prywatnych zasobów jest dla przeciętnego użytkownika niewidoczna. Standard ochrony zaczyna wtedy zależeć od modelu biznesowego i siedziby usługodawcy zamiast od rangi chronionego prawa.

Co proponuje Razem

Punkt 2 bloku „Cyberbezpieczeństwo bez inwigilacji" brzmi w całości:

Sprawimy, że dostęp organów śledczych do plików przechowywanych na osobistych urządzeniach elektronicznych i w chmurze będzie możliwy jedynie na podstawie nakazu przeszukania. Kopiowanie dokumentów i zdjęć do chmury nie może skutkować osłabieniem prawa do prywatności.— Partia Razem, „Stanowisko ws. cyfryzacji” (2 maja 2018), partiarazem.pl

Konstrukcja jest technologicznie neutralna i przez to odporna na starzenie: nie wylicza usług ani formatów, tylko wiąże poziom ochrony z charakterem zasobu. Prywatne pliki pozostają prywatnymi plikami niezależnie od tego, czy leżą na dysku laptopa, w telefonie, czy na serwerze po drugiej stronie kontynentu — a organ, który chce do nich zajrzeć, przechodzi tę samą drogę, którą musiałby przejść pod drzwiami mieszkania. O tym, że kontrola nad własnymi danymi i wizerunkiem jest też warunkiem równości — bo najsłabiej chronieni tracą ją pierwsi — piszemy w siostrzanym serwisie o równości, w tekście o prawie do kontroli nad własnym wizerunkiem i danymi. Po pozostałe postulaty tej linii, od nadzoru sądowego po retencję danych, warto zajrzeć do huba prywatność i inwigilacja.

Źródła i dalsza lektura