Operator, który przewozi cały ruch bez zaglądania do środka, nie może jednocześnie sprzedawać pierwszeństwa — na tym zakazie stoi otwarty internet. Razem w stanowisku ws. cyfryzacji z 2018 roku deklaruje dążenie do „pełnej neutralności sieci” na terenie Unii Europejskiej i zapowiada: „Nie godzimy się na powszechną cenzurę internetu i preferencyjne traktowanie wybranych podmiotów” (stanowisko ws. cyfryzacji, 2018). W praktyce zasada ta wyklucza sytuację, w której operator spowalnia ruch jednego serwisu, a innemu, za dopłatą, rezerwuje szybszy pas.
Co dziś mówi prawo
Podstawą jest rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/2120 z 25 listopada 2015 roku o dostępie do otwartego internetu. Jego art. 3 nakazuje dostawcom usług dostępu równe traktowanie całego ruchu — bez blokowania, spowalniania, zmieniania i faworyzowania konkretnych treści, aplikacji czy usług — z wąskimi wyjątkami na wykonanie obowiązków prawnych, bezpieczeństwo sieci i tymczasowe zarządzanie przeciążeniem (EUR-Lex).
Nad stosowaniem tych reguł czuwa BEREC, organ zrzeszający europejskich regulatorów telekomunikacyjnych, który na mocy art. 5(3) rozporządzenia wydaje krajowym regulatorom wytyczne wdrożeniowe. Praktyka dopisała do przepisów ważny rozdział: 2 września 2021 roku Trybunał Sprawiedliwości UE w trzech wyrokach (C-854/19, C-5/20 i C-34/20) zakwestionował oferty typu „zero-rating”, w których operator wyłączał wybrane aplikacje z limitu transferu — a BEREC w 2022 roku zaktualizował po tych wyrokach swoje wytyczne o otwartym internecie (BEREC). Po tych wyrokach jasne jest, że równe traktowanie ruchu obejmuje także cennik, w którym ulubione aplikacje operatora „nie zużywają” gigabajtów, a cała reszta internetu tak.
Mechanizm: komu opłaca się internet dwóch prędkości
Gdyby pierwszeństwo w sieci było na sprzedaż, kupowaliby je ci, których na nie stać — najwięksi dostawcy treści i platformy z globalnym kapitałem. Serwis lokalnej gazety, biblioteka cyfrowa, strona gminy czy początkujący twórca lądowaliby na wolniejszym pasie z tego prostego powodu, że nie dorzucili się operatorowi — jakość ich treści nie miałaby tu nic do rzeczy. Po kilku latach takiej selekcji internet przypominałby telewizję kablową: kilka pakietów premium i długi ogon treści, do których dostęp jest formalnie możliwy, a praktycznie uciążliwy.
Stawka jest tym większa, że przez łącza internetowe przechodzi dziś praca, edukacja, kontakt z urzędem i dostęp do informacji. Stanowisko Razem z 2018 roku stawia infrastrukturę sieciową w jednym rzędzie z energetyczną, wodno-kanalizacyjną i transportową — a żadna z tamtych sieci nie sprzedaje pierwszeństwa temu, kto zapłaci ekstra.
Co proponuje Razem
- Pełna neutralność sieci — partia deklaruje, że będzie dążyć do wprowadzenia tej zasady „na terenie Unii Europejskiej”, sprzeciwiając się powszechnej cenzurze internetu i preferencyjnemu traktowaniu wybranych podmiotów (stanowisko ws. cyfryzacji, 2018, „Wygoda i bezpieczeństwo użytkownika”, pkt 1).
- Zastrzeżenie skali jest tu istotne: to postulat na poziom unijny, nie obietnica samodzielnej krajowej regulacji — reguły otwartego internetu wynikają z rozporządzenia UE i tam rozstrzyga się ich kształt.
O tym, kto obok państw członkowskich realnie kształtuje unijne regulacje — ilu lobbystów pracuje w Brukseli i za czyje pieniądze — pisze serwis Razem dla Europy. Telemarketing, lootboxy i reklama śledząca podlegają u Razem tej samej logice — wszystkie postulaty wobec platform katalogujemy w hubie o algorytmach i platformach.
